
</ img>
Źródło zdjęć: Vox
Największe firmy IT na świecie przeżywają kryzys zaufania. Nie tylko z zewnątrz
Ostatnie półtora roku było dla nas trudneGoogle (czyli oczywiście Alphabet, ale staromodny sposób jest bardziej znany), a święta Nowego Roku upłynęły pod znakiem co najmniej dwóch głośnych publikacji na ten temat. Redakcyjnyggprzestudiował materiały i opowiada, co wiadomo na temat kryzysu w „dobrej korporacji”.
Dobra korporacja na Warpath
W październiku 2018 r. 4000 pracowników Googlepodpisał petycję przeciwko współpracy z Pentagonem i dostarczaniu rozwiązań do celów wojskowych, a 10 osób zrezygnowało z pracy w związku z ujawnionymi informacjami. Firma zmuszona była zrezygnować z udziału w projekcie JEDI (Joint Enterprise Defense Infrastructure) i stracić 10 miliardów dolarów na rzecz swojej „chmury”; konkurentów.
Również w 2019 r. Google znajduje się pod presjąpracownicy i społeczeństwo nie przedłużyli współpracy w ramach kolejnego projektu z Pentagonem `` Mavena. Maven wykorzystuje sztuczną inteligencję do wzmocnienia ataków dronów. Google pracuje nad opracowaniem algorytmów uczenia maszynowego, które pomogłyby Pentagonowi wzmocnić jego ogólne możliwości nadzoru. Firma próbowała tłumaczyć pracownikom, że jej część pracy nie miała charakteru „pokojowego” i dotyczyła wyłącznie monitoringu wizyjnego. Ale w ten czy inny sposób wszystkie tego typu projekty Pentagonu są związane z operacjami wojskowymi lub przeciwdziałaniem powstańcom. Według szacunków Gizmodo mówimy o kontrakcie wartym 9-15 miliardów dolarów, dlatego Google zabiegało o obronę projektu przed pracownikami.
W rezultacie, oprócz strat pieniężnych i napiętychrelacji zarząd-podwładni w Google, obie te historie naznaczone były także kryzysem PR, gdyż firma już wcześniej starała się budować wizerunek firmy zorientowanej społecznie.
Tidbit China
W październiku 2018 roku Pichai potwierdził, że Google pracuje nad ocenzurowaną wersją wyszukiwarki dla Chin.
W 2010 roku korporacja opuściła chiński rynek.z powodu cenzury. Władze tego kraju zażądały nie tylko pełnego dostępu do danych użytkowników i infrastruktury firmy, ale także pełnej współpracy z ich strony, aby zapewnić, że chińscy użytkownicy zobaczą tylko treści spełniające standardy rządowe.
Były szef spraw globalnych w GoogleRoss LaJounesse pamięta, jak ważne dla Google było wówczas przeciwstawienie się regulatorowi, który stale zaostrzał cenzurę. Podejmując decyzję dotyczącą Chin, korporacja kierowała się zasadą pozostania tam, dopóki przyniesie więcej pożytku niż szkody. W pewnym momencie nie mogła już trzymać się tej zasady i odeszła. To było wydarzenie historyczne Po raz pierwszy na świecie firma niepaństwowa odmówiła chińskiemu rządowi czegoś.
Ale wart miliardy dolarów rynek chiński – zbyt wieledla wielu smakowity kąsek, a Google wiele lat później nie porzucił marzenia o ponownym sięgnięciu po niego. Według LaJounesse ta myśl nie dawała spokoju nowym menedżerom firmy, którzy nie podzielali już wartości wyznawanych przez weteranów.

</ img>
Źródło zdjęcia: Zaangażowani
Ale co jest jeszcze bardziej zaskakujące dla „weteranów”Google polega na tym, że w firmie pojawiły się tajne projekty. Dragonfly wystartowało w 2017 roku i wiedzieli o tym tylko zaangażowani. Pierwsza wiadomość o cenzurowanej wyszukiwarce dla Państwa Środka wyciekła do mediów w sierpniu 2019 roku. Jesienią 1000 pracowników firmy podpisało się pod publicznym listem żądającym porzucenia Dragonfly. Wspierały je także organizacje walczące o prawa człowieka. LaJounesse był jedną z osób, które próbowały odwieść kierownictwo Google od powrotu do kraju, w którym łamane są prawa człowieka. W rezultacie projekt został porzucony. To prawda, że rząd chiński nie miał szczególnej ochoty spróbować; negocjacje toczyły się na bardzo niskim szczeblu i ostatecznie zostały zatrzymane.
Według LaJounesse, jednostka, którazajmuje się platformą chmurową, nie ukrywał także istnienia umów z rządem Arabii Saudyjskiej. Chciała nawet zatrudnić własny zespół, który będzie recenzował projekty pod kątem zgodności z zasadami bezpieczeństwa i polityką firmy. Do zadań LaJounesse należało monitorowanie przestrzegania praw człowieka i wymogów ONZ, a im dalej firma posuwała się, tym bardziej oddalała się od tych norm, wchodząc w interakcje z reżimami dyktatorskimi. Wisienką na torcie byłego szefa współpracy międzynarodowej w Google było jednak otwarcie w 2017 roku w Pekinie centrum skupiającego się na rozwoju w obszarze AI. Opuścił swoje stanowisko.
Molestowanie bez kary
Kolejny protest przeciwko działaniom zarząduAlphabet zajmował się skandalami seksualnymi i molestowaniem w miejscu pracy. Jesienią 2018 roku pracownicy korporacji zorganizowali protest przeciwko temu, że osoby zamieszane w afery nie tylko nie zostały ukarane, ale także opuściły firmę ze złotym spadochronem. Wśród oskarżonych był „ojciec”; Androida Andy’ego Rubina. Do protestu przyłączyło się 20 000 osób, czyli około 20% pracowników korporacji. Zażądali publikacji wyników śledztwa. Dyrektor generalny Alphabet, Sundar Pichai, obiecał je wdrożyć i wdrożyć system, który umożliwi zgłaszanie przypadków molestowania.
Zamiast tego w kwietniu tego roku stało się o tym głośnopresja na dwóch organizatorów protestów – Claire Stapleton z YouTube i Meredith Whittaker z Google Open Research. Latem obaj pracownicy opuścili Alphabet. Jednak pracownicy korporacji nie rezygnowali z prób zjednoczenia się, aby przeciwstawić się kierownictwu firmy w przypadkach, w których się z tym nie zgadzali.
W połowie listopada 2019 roku Alphabet zwolnił jednego z nichpracowników, a dwóch kolejnych zostało zawieszonych w pracy pod zarzutem niewłaściwego obchodzenia się z danymi osobowymi współpracowników. Według Bloomberga Google poinformowało, że zwolniło pracownika za ujawnienie w mediach nazwisk i danych osobowych. Jeden z zawieszonych wyszukiwał i rozpowszechniał poufne dokumenty poza pracą, drugi zaś monitorował indywidualne kalendarze pracowników pracujących na platformach społecznościowych. W publikacji podano, że wszyscy oni byli aktywistami, którzy walczyli o swoje prawa w Google. Z innego, wcześniejszego śledztwa Bloomberga wynika, że zwolniony mężczyzna odkrył tajny rozwój Google – rozszerzenia przeglądarki, które pozwalało znaleźć organizatorów masowych protestów w firmie. Na przykład, jeśli ktoś utworzy w kalendarzu wydarzenie dla więcej niż 10 pokoi lub 100 uczestników. Google zaprzecza, jakoby taki był cel opracowania narzędzia. Mówią, że stworzyli go, żeby nauczyć pracowników, aby nie zapraszali niepotrzebnie dużej liczby osób na spotkania.
Reporterzy odkryli również, że firma się skończyłaPrzez kilka miesięcy opracowywała narzędzie do wyszukiwania postów, które wywoływały niezadowolenie wśród pracowników i moderowała wewnętrzne fora firmy. Według niektórych użytkowników Google narzędzie pojawiło się już na ich komputerach w październiku tego roku.
Koniec wolnej myśli
Publikacje w Bloomberg, CNN i New York Timesskupić się na tym, że w Google rośnie napięcie pomiędzy pracownikami a zarządem. Wcześniej firma zachęcała pracowników do wypowiadania się na temat projektów i polityk firmy podczas specjalnych spotkań. Wygląda jednak na to, że to już koniec. W przededniu 2020 roku CNBC opublikowało artykuł zatytułowany „Google Veterans: The Company Has Become Unrecognizable”, w którym dziennikarze na podstawie wywiadów z obecnymi i byłymi pracownikami ujawnili jeszcze więcej problemów wewnątrz korporacji.
W 2019 roku nastąpiły zmiany w kulturze korporacyjnejduże zmiany, a przejawem tych zmian stało się odejście Larry'ego Page'a i Sergeya Brina, czego obaj byli szefowie tak naprawdę nie wyjaśnili, stało się oznaką tych zmian - czytamy w publikacji. Przed odejściem obaj przyznali się do problemów z zaufaniem, które trudno jest skalować na 100 000 pracowników. Już wcześniej zwracał na to uwagę były dyrektor HR Lazlo Bock, według którego firma zmieniła się na tyle, że nie wszyscy obecni pracownicy wiedzą, jak było wcześniej. Martin Casado, partner w Andreessen Horowitz, uważa, że drenaż mózgów z Google jest obecnie po prostu kolosalny. Kilku innych rozmówców publikacji stwierdziło, że biurokracja staje się ostatnio coraz częściej powodem zwolnień z Google. Wcześniej korporacja słynęła z umiejętności omawiania problemów z zarządem, ale obecnie tak nie jest. Część pracowników twierdzi, że firma zaczęła gonić za liczbą personelu, dlatego w zespołach pojawili się raczej słabi uczestnicy.
Triumf nietolerancji

</ img>
Źródło zdjęć: Akta Krajowe
W publikacji na Medium LaGunesse prowadzi jeszczekilka przypadków obelg i prześladowań w miejscu pracy, kiedy starsi koledzy podnieśli swoje głosy i doprowadzili młodszych do łez, upokorzyli się z powodu rasy itp. Były kierownik próbował przekazać problem działowi HR, ale okazało się, że dział został nieco zlikwidowany, a niektóre jego zadania przekazano, jego zdaniem, niewystarczająco kompetentnym specjalistom. LaGuness twierdzi, że opuściła firmę na rzecz mniejszości narodowych, społeczności LGBT i ogólnie praw człowieka. Jego zdaniem problem zaczął narastać, ponieważ Larry Page i Sergey Brin odeszli od kierownictwa i problemów korporacji, pozostawiając wszystko pod opieką nowych menedżerów.
Kryzys zaufania i przejrzystości został rozpoznany przez samego CEOAlfabet Podobnie jak ojcowie założyciele, Pichai kojarzy to z „problemami wzrostu”. To prawda, że sam mówił o tym w ramach komentowania kolejnego kryzysu w Google. Gdy firma zatrudniła byłego pracownika Białego Domu, Milesa Taylora, który oficjalnie poparł zakaz wjazdu muzułmanów i zaostrzenie wymogów wizowych. I to wywołało kolejną falę oburzenia w Google.