Wielu czytelników zapewne pamięta czasy, kiedy prawie żadna prezentacja smartfona nie obyła się bez niego
W kolejnych latach producenci Androida szybkodogonił, a nawet wyprzedził Apple’a, zaczynając wypuszczać na rynek smartfony z ekranami QHD (Vivo Xplay 3S (490 ppi) w 2013 r., LG G3 (538 ppi) w 2014 r. i Galaxy S6 Edge (557 ppi) w 2016 r.), a nawet 4K: Sony Xperia Z5 Premium (806 ppi) w 2015 roku. I choć takie rozdzielczości często spotyka się w większości najlepszych obecnie urządzeń, często jest to bardziej hołd dla statusu niż jakaś potrzeba: praktyka pokazała, że ekrany FHD+ nie tylko w pełni nadają się do smartfonów o przekątnej do 6,7 cala, ale także mniej obciążają sprzęt, poprawiając w ten sposób żywotność baterii.

Galaxy S6 Edge (po lewej) i LG G4 (po prawej)
Co więcej, coraz częściej w ustawieniach urządzenia możesznatkniesz się na opcję, która pozwala zmniejszyć rozdzielczość ekranu z oryginalnego QHD+ do ekonomicznego FHD+, a od Androida 13 jest on wbudowany bezpośrednio w system. Do tego dochodzi dużo ważniejsze parametry wyświetlania, które zepchnęły na dalszy plan marketingowy wyścig PPI: wysokie częstotliwości odświeżania, 10-bitowe kolory, brak PWM i brak zniekształceń kolorów przy niskiej jasności. Jeśli chodzi o gęstość pikseli, dziś wystarczy, aby smartfon miał ekran FHD, aby prześcignąć ten sam pasek Retina 326 ppi.

Galaxy S22 Ultra (po lewej) i iPhone 13 Pro Max (po prawej)
© Władimir Kovalev.