Oksana Moroz— kulturolog, profesor nadzwyczajny Katedry Kulturoznawstwa i Komunikacji Społecznej Rosyjskiej Prezydenckiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej, kierownik
Czym jest cyfrowa śmierć?
Cyfrowa śmierć to bardzo fajna rzecz, bo skomplikowana.Teraz jest to konstrukcja marketingowaokazało się bardzo interesujące dla projektantów stron internetowych. Nie pod względem sprzedaży, ale w celu zaprojektowania nowych elementów środowiska cyfrowego. Później to zjawisko zostało zauważone przez badaczy nauk humanistycznych, którzy ostatecznie uzyskali podstawę terminologiczną do dyskusji o śmierci w środowisku cyfrowym. W rzeczywistości zaczęli pożyczać język techniczny.
Jeśli spróbujemy opisać zjawisko w prosty sposób, to zacząć trzeba od koncepcji środowiska cyfrowego jako szeregu narzędzi wykorzystywanych do różnych celów.Obecnie aplikacje regulacyjne wchodzące w przestrzeń internetową i środowisko cyfrowe są aplikacjami użytkownika i usługami komunikacyjnymi. Po prostu sieci społecznościowe, blogi.
Można żyć cyfrowo: opublikuj coś i napisz o czymś. Ale w wersji cyfrowej wydaje się, że śmierć nie jest możliwa. Nie jest przystosowany do bezpośredniego świadomego przedstawiania śmierci fizycznej.

Oksana Moroz
Z jednej strony postać jest bogata w tradycyjnesposoby opowiadania o śmierci, jej obraz, aktualizowany dzięki obecności nowej, nie analogowej przestrzeni. Z drugiej strony rodzi się pytanie: jak zbudować ogólnie takie środowisko online, w którym człowiek może „wypracować”, wyobrazić sobie własną śmierć, w której miejsce zostanie mu przypisane jako „zmarły”, a które także będzie miało „niszę” przestrzenie społeczne dla żalu?
Zdjęcie: Vlad Shatilo / „Hightech”
Gdzieś od końca 2000 roku kilkaprojektanci stron internetowych, jednym z najbardziej znanych jest Michael Massimi, zastanawiali się, jak przebudować środowisko cyfrowe tak, aby zawierało ono wrażliwe na tanato narzędzia użytkownika, umożliwiające refleksyjną interakcję ze zjawiskiem śmierci. Miały pozwolić człowiekowi wyrazić swój stosunek do śmierci, doświadczyć śmierci drugiego człowieka, a jednocześnie zaprogramować osobistą i publiczną postawę wobec własnej śmierci.
Michael Massimi— projektant stron internetowych, pracownik Slacka.Jego zainteresowania obejmują badania nad interakcją człowiek-komputer, współpracą komputerową, komunikacją za pośrednictwem komputera oraz tym, jak technologia pomaga ludziom nadawać sens ważnym wydarzeniom życiowym. Massimi wypracowuje stanowisko, zgodnie z którym możemy zbudować środowisko cyfrowe, które będzie tanatowrażliwe. Oznacza to, że pozwoli ludziom doświadczać i wyobrażać sobie, reprezentować całą gamę emocji związanych ze śmiercią innych, regulować i programować własne odejście od życia. Środowisko cyfrowe zostanie dostosowane do tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w trybie offline. Innymi słowy, pod reprezentacją owego egzystencjalnego, radykalnego, podtrzymującego doświadczenia, dzięki któremu człowiek rozpoznaje siebie jako żywego (uznajemy siebie za żywych, w tym jako istoty, którym kiedyś w przyszłości nieuchronnie grozi śmierć).
Tanatowrażliwość wiąże się z rozwojemnarzędzia, które pozwalają w łatwy sposób zarządzać danymi użytkowników i przekazywać je w drodze dziedziczenia bez udziału prawników, którzy do niedawna nie do końca rozumieli, czym jest prawo cyfrowe i jak z nim pracować.Projektowanie tanatowrażliwe obejmuje równieżmożliwość dowolnego projektowania różnych miejsc pamięci, w ramach których nie tylko odtwarzany jest format wirtualnego cmentarza, ale tworzona jest cała historia zmarłego. I tę historię może zbudować sam człowiek. W ciągu swojego życia wymyślam historię o sobie, która moim zdaniem będzie ważna i przydatna dla bliskich, historię, która zaprogramuje dla nich mój wygląd i stworzy efekt mojej obecności w Internecie po śmierci. Żyjemy online, gdy jesteśmy obecni, rozmawiamy z kimś, wysyłamy SMS-y; nie ma tu śmierci fizycznej. Internet to tylko śmierć społeczna; umieramy dla liczb, gdy przestaniemy „brzmieć”.
Wykorzystanie technologii cyfrowej nie uratuje przed śmiercią fizyczną, jest niestety niezwyciężona.Ale tanatowrażliwy projekt cyfrowy na to pozwalastworzyć internetową symulację aktywności społecznej danej osoby po śmierci, będącą imitacją rzeczywistego życia. Dlatego też w kontekście walki o cyfrową nieśmiertelność rozwijane są technologie odroczonego wysyłania postów (pozdrowienia dla marketerów, specjalistów PR, specjalistów SMM), za pomocą których można zaplanować pracę swojego Facebooka i innych serwisów na miesiące z góry. Posty pojawią się po Twojej śmierci.
Ta technologia jest bardziej odpowiednia dla osób, które przyjmują przybliżony okres śmierci.Ale istnieje inna opcja, która opiera się namniejsza automatyzacja pośmiertnego życia społecznego w Internecie i większe włączenie człowieka w proces jego debugowania. Przykładowo na Facebooku możesz wyznaczyć opiekuna, który będzie miał możliwość zamieszczania informacji w imieniu zmarłego, np. on, itd. Iluzja obecności żywej osoby na koncie będzie skuteczniejsza.
Istnieje całkowicie radykalna opcja, która podoba się marketerom, ponieważ tak wygodnie jest sprzedać temat sztucznej inteligencji.Istnieją aplikacje, które na to pozwalajązsynchronizuj swój profil z mechanizmem, który uczy się na oryginalnych postach. Gdy użytkownik umiera, konto na żywo jest dezaktywowane, ta sama maszyna, cyfrowa dwójka zaczyna zarządzać profilem. Po śmierci właściciela pierwotnego konta, podejmuje niezależne działania na podstawie danych zebranych od poprzedniego, „żywego” właściciela profilu. Istnieje startup ETER9.com, który działa na tej zasadzie, ale wciąż jest tam niewielu zarejestrowanych użytkowników rosyjskojęzycznych. Był startup Eterni.me, który najwyraźniej zniknął z rynku. Jego twórcy przyjęli projekt awatarów, pracujących na zasadzie całkowicie niezależnych botów, które można nazwać (jak to nazywamy, za pomocą Skype) i za pomocą których będzie można przeprowadzić znaczącą rozmowę. Ten startup polegał na przetwarzaniu i odtwarzaniu wyglądu zmarłego, jego głosu, intonacji mowy i, oczywiście, zwykłych konstrukcji retorycznych.
Zdjęcie: Vlad Shatilo / „Hightech”
Podsumowując, śmierć cyfrowa jest z jednej strony wszystkimi przedstawieniami śmierci obecnymi w przestrzeni internetowej.To wszystko są sytuacje żałoby,kondolencje, smutki, jakie człowiek może sobie wyobrazić i zrealizować w Internecie. Albo dlatego, że specjalnie konstruuje specjalną przestrzeń (na przykład wirtualny cmentarz), albo dlatego, że korzysta z popularnych serwisów społecznościowych do publicznej żałoby. Trzeci wariant praktyk, łączony wspólnym terminem „cyfrowa śmierć”, obejmuje rozwój chatbotów i alternatywnych sobowtórów, które zapewniają społeczną pośmiertną egzystencję danej osoby w Internecie.
Boty etyki
Po wynalezieniu bota Replika pojawiła się rozmowa o etycznej produkcji takich narzędzi.Teraz jest już kilka przypadków, kiedyprogramiści wymyślili takie boty na podstawie danych od swoich zmarłych bliskich. Oczywiście najpierw pobierając ich zgodę. Istnieje wspaniały startup o nazwie Dadbot. Bot ten został stworzony przez programistę, którego ojciec umierał na raka. Syn zaczął nagrywać niezliczone godziny rozmów z nim, aby pozostawić utrwaloną pamięć o ojcu, nagrać jego głos, który można będzie odtwarzać w kółko, gdy go już nie będzie. A potem pomyślał: po co mi te nagrania, skoro mogę na ich podstawie stworzyć program, który będzie mówił i reagował jak mój ojciec? Po uzyskaniu świadomej zgody ojca i wszystkich członków rodziny na dalsze działania stworzył Dadbota. I rzeczywiście mówi rozpoznawalnymi frazami o zmarłym, „zdając sobie sprawę”, że jest maszyną, a nie żywą osobą. Można więc sobie wyobrazić produkt do użytku domowego, rodzinnego, który jest stworzony do terapii, a nie do użytku komercyjnego.
Dzięki tym wydarzeniom (które nie znikną z rynku), ludzie będą mogli „komunikować się” ze zmarłymi z łatwością.Możliwość rozmowy ma z założenia charakter terapeutyczny,ale aby wyprodukować coś takiego cyfrowego, trzeba mieć poważne kompetencje w dziedzinie informatyki. Chociaż, jak sądzę, w niedalekiej przyszłości będzie można sobie wyobrazić powstanie usług, w których osoby trzecie, w oparciu o prezentowane zbiory danych, będą opracowywać dokładnie te same maszyny na konkretne zamówienia. Albo że będą dostępne niestandardowe usługi podobne do konstruktorów, które pozwolą na tworzenie prostych chatbotów.
Ale możesz spojrzeć na ten dylemat etyczny i inaczej.W historii kultury istnieje swego rodzajutradycja: po śmierci znanej osoby, na podstawie jej publicznych lub osobistych wypowiedzi, dokumentów ego, często powstaje jakiś nowy artefakt. Publikowane są listy lub, jak w przypadku Kafki, całe teksty, których autor oczywiście nie miał zamiaru publikować. Jeśli ta czy ta osoba wydaje się wystarczająco ważna, a jej wiedza i pamięć o niej dość cenna, to nosiciele kultury przymykają oczy na post factum naruszenia prawa człowieka do poufności danych osobowych i ochrony korespondencji. Współczesne zainteresowanie kwestiami etycznymi sugeruje więc bardziej refleksyjną postawę wobec artefaktów kultury i osób, których wypowiedzi stanowią jej archiwum. Jednak jednocześnie wiemy, że historycznie wszystko potoczyło się trochę inaczej. Kiedy ludzie uznają wartość publicznego eksponowania artefaktów, etyka często schodzi na drugi plan.
Zmiana praktyk pamięci
Zazwyczaj praktyki wspominania zmarłych i inne rytuały upamiętniające (które notabene nie powinny być kojarzone wyłącznie z żałobą) są powiązane z rytmem kalendarza.A więc z jednej strony, jeśli jesteśmy onlinePosiadanie narzędzia komunikacji ze zmarłym, które zapewni możliwość stałej komunikacji z nim, może wywołać swego rodzaju neurotyczne przywiązanie do zmarłego. Z drugiej strony jasne jest, że praktyki komunikacyjne mogą zacząć przypominać te stosowane przez właścicieli bota Replika: ciągle zapominamy o rozmowie z tym botem, bo zdajemy sobie sprawę, że on nie żyje. Generalnie jesteśmy raczej oderwani od tych narzędzi, nawet jeśli wiążą się one z pewną personalizacją i personalizacją serwisu i jego usług.
Jest jeszcze inny bardzo ważny kontekst do dyskusji.Od dłuższego czasu na świecie rozwijają się praktykiRuch Świadomości Śmierci. Ruch ten opowiada się za jak najwyższą jakością i częstotliwością dyskusji o śmierci, za usunięciem tabu związanego z mówieniem o umieraniu i przemijaniu. W związku z tym pojawiają się tanatolodzy – psycholodzy gotowi rozmawiać o śmierci z umierającymi i ich rodzinami, wyłaniają się „położne śmierci”, rodzaj douli, które łączą w sobie funkcjonalność agentów pogrzebowych i psychologów. Pracują z rodzinami po śmierci bliskich. Pojawiają się wydarzenia typu death cafe, na które ludzie dyskutują o śmierci w dowolnym kontekście, zupełnie swobodnie, bez psychoterapii. I w końcu pojawia się psychoterapia, która aktywnie działa na strach przed śmiercią. Współczesny człowiek może, jeśli chce, na bieżąco rozmawiać o śmierci. Pomyśl o tym jak o kontynuacji życia lub o osobnym wydarzeniu. Kłócąc się o śmierć swoją, kogoś innego, tę, którą widział, której się boi. Samo zjawisko przestaje być czymś odległym, oderwanym, podlegającym jurysdykcji jedynie wyjątkowych osób – duchownych, dyrektorów zakładów pogrzebowych czy innych wtajemniczonych. Śmierć dotyka wszystkich i wszystkich, więc wszyscy mamy prawo o tym rozmawiać.
Śmierć staje się świecka i wkraczaw prawie każdym domu i każdym życiu. Ze śmiercią stale spotykamy się na przykład w mediach. Kiedy ktoś umiera, na tych samych platformach mediów społecznościowych widzimy więcej nekrologów niż kiedykolwiek wcześniej. Śmierć stała się nam bliższa jako temat do dyskusji, dlatego – jak mi się wydaje – nie dojdzie do wulgarnej desakralizacji tematu. Właśnie dlatego, że potrafimy spokojnie komunikować się m.in. na ten temat, każdego dnia i w różnych formatach. Dzięki temu wzrośnie świadomość stosunku do umierania, do kruchości istnienia – i oczywiście do życia.

Oksana Moroz
Na przykład mam zmarłego dziadka, który zmarł osiem lat temu, bardzo go kocham.Zostało mi po nim bardzo niewiele, ani jednego.nagrania jego głosu, np. Jako osoba dorosła, która jako dorosła go straciła i obecnie nie postrzega tego wydarzenia jako dotkliwego, bolesnego, chętnie go czasem „usłyszę”. Całkiem miło byłoby porozmawiać z „jego” chatbotem, który mówiłby jego wyrażeniami. Jest mało prawdopodobne, aby miało to poważny efekt terapeutyczny, ale ważne byłoby, abym czasem z nim „porozmawiał”, a może nawet skonsultował się. Inna sprawa, że obecność takiego chatbota, stworzonego „dla” tragicznie zmarłej osoby, może być boleśnie odebrana przez bliskich, dla których taka śmierć to tragedia, otwarta rana. W rezultacie, dyskutując o chatbotach, trafiamy w przestrzeń kulturowego libertarianizmu. Jeśli zaprezentujemy taką technologię masom, to potencjalnie każdy będzie musiał zdecydować, w jakim celu i w jakim celu będzie z tego narzędzia korzystać. Co może wyglądać na zabawkę, a może być przyczyną ponownej traumy.
Zdjęcie: Vlad Shatilo / „Hightech”
Cyfrowa śmierć i religia
W Japonii Pepper, jeden z najbardziej znanych robotów społecznych, był już zaprogramowany do obsługi pogrzebów kilka lat temu.W Japonii pogrzeby są bardzo drogie i dośćdużej liczby osób nie stać na wysokiej jakości realizację tego rytuału. Jednocześnie społeczeństwo się starzeje. Dlatego ludzie odczuwają pewną frustrację, ponieważ nie mogą właściwie dopilnować, aby ich zmarły dopełnił najważniejszego rytuału oznaczającego koniec życia. I wtedy pojawia się robot, który może przeprowadzić nabożeństwo, a jego usługi będą kosztować znacznie mniej niż ceremonia wykonywana przez mnicha buddyjskiego. Taka technologia, w której robot oczywiście nie zastępuje całkowicie sługi religii, ale wskazuje na wewnętrzne problemy systemów religijnych, nie stanowi wyzwania dla Kościoła ani władz religijnych. Jest to wyzwanie rzucone całemu społeczeństwu, dla którego dotychczas to systemy religijne mają prawo służyć i interpretować śmierć jako wydarzenie.
W przypadku chrześcijaństwa rzeczy są nieco inne.Katolicyzm od Soboru Watykańskiego IIprzygląda się uważnie osiągnięciom świeckiego świata, także technologicznym. Ortodoksja może i jest bardziej konserwatywna, ale nawet tutaj, na poziomie społeczności, jest wielu technooptymistów. Są księża, którzy szczegółowo badają problematykę AI, są księża-blogerzy, są świeccy, którzy modlą się za pomocą komunikatorów internetowych. Jak zauważają, najważniejsze są spotkania modlitewne, a nie technologia ich realizacji. Zatem w tym przypadku technologia nie jest wartością samą w sobie, ale narzędziem. A jego wpływ na istotę, treść rytuałów jest nadal minimalny, ponieważ żadna technologia nie jest w stanie odtworzyć aktu obecności w sakramencie.
Wierzę, że technologia będzie coraz częściej atakować przestrzeń religii, przynajmniej na poziomie prezentacji wizualnej, reprezentacji.Na koniec w świętą przestrzeńCzy cmentarze zostały zaatakowane przez interaktywne nagrobki, pomniki QR i cyfrowe nagrobki? Ich obecność dostarcza żałobnikom dużej ilości informacji o zmarłym, jednak w żaden sposób nie zmienia istoty rytuałów czy nabożeństw pożegnalnych. Kluczowym pytaniem dotyczącym cyfryzacji śmierci fizycznej jest stosunek Kościoła do technologii cyfrowych jako elementu postępujących zmian w warunkach życia ludzkości. We współczesnej wersji rosyjskiej cyfryzacja nie znajduje się jeszcze w centrum zainteresowań systemów religijnych, okazując się po prostu częścią codziennego życia parafian.
Geografia śmierci cyfrowej
W Rosji stosunek do śmierci cyfrowej jest znacznie mniej spokojny niż w Europie i ogólnie w świecie zachodnim.I tak, oczywiście, zawsze powinieneś to rozumiećIstnieją różne tradycje narodowe, historyczne, kulturowe i religijne oraz zwyczaje obcowania ze śmiercią. W tym sensie sposób przedstawiania śmierci w Chinach, Rosji i Ameryce może być bardzo różny. Jednak większość startupów zajmujących się cyfrową śmiercią koncentruje się szczególnie na rynku zachodnim, na europejskich lub amerykańskich systemach opieki zdrowotnej – z ubezpieczeniami i prawem cyfrowym, z cyfrowymi systemami zarządzania spadkiem. Na przykład JoinCake jest jednym z największych i najskuteczniejszych narzędzi do zarządzania EOL (koniec życia). Zanim zaczniesz aktywnie korzystać z usługi, musisz odpowiedzieć sobie na szereg pytań. A wszystkie dotyczą codziennych realiów zachodniego (przynajmniej amerykańskiego) systemu opieki zdrowotnej.
Zdjęcie: Vlad Shatilo / „Hightech”
„W Rosji śmierć częściej kojarzy się z czymś negatywnym i bolesnym”.
Współczesne społeczeństwo europejskie (a Philip Ares sporo o tym pisał) jest w pewnym sensie „relacją do góry nogami” ze śmiercią.Śmierć jako zjawisko bolesne i straszneanulowane lub jego obecność zeszła na dalszy plan. Prawie wszystko można wyleczyć; wielu osobom można zapewnić przeżycie i ulgę w bólu. Stany, które wcześniej były jednoznacznie kojarzone ze śmiercią (ból, cierpienie), nie są już uważane za jej obowiązkowych towarzyszy. Zatem śmierć staje się po prostu funkcjonalną częścią życia, codzienności. I można to leczyć instrumentalnie. To właśnie dzieje się z cyfryzacją. Niektóre aplikacje zaprojektowano tak, aby umożliwić zaplanowanie pogrzebu – począwszy od tego, jakiego koloru serwetki będą mieli Twoi goście i jakie jedzenie zostanie im podane. Tak, to jest gra. Ale jednocześnie ukazuje bardzo racjonalne podejście do śmierci. Teraz umrę. Chcę, żeby mój koniec życia sprawił jak najmniej kłopotów tym, którzy po mnie pozostaną. Inne aplikacje umożliwiają obsługę testamentów cyfrowych.
Philip Ares- historyk francuski, autor prac historycznychżycie codzienne, rodzina i dzieciństwo. Tematem jego najsłynniejszej książki Człowiek wobec śmierci jest historia postaw wobec śmierci w społeczeństwie europejskim.
W Rosji, jak mi się wydaje, do pewnego wieku ludzie po prostu nie myślą nawet o swojej woli.Nie mówiąc już o zastanawianiu sięjak dziedziczyć zasoby cyfrowe. A dyskusja na takie tematy to trochę tabu. Dlaczego? W Rosji w zasadzie istnieje bardzo niewiele gwarancji socjalnych, które pozwalają mieć pewność, że jego nagłej lub wręcz oczekiwanej śmierci towarzyszyć będzie normalna organizacja pożegnania i odpowiednie procedury prawne. Śmierć nie jest zatem zjawiskiem, które należy porządkować według zasady „No cóż, i tak to się stanie”, jest tak radykalnym nie-wydarzeniem, o którym nie chce się ani myśleć, ani rozmawiać.
Facebook jako cyfrowy cmentarz
Wydaje mi się, że mieszkańcy Facebooka zestarzeją się i nieuchronnie umrą, a nowi użytkownicy nie pojawią się.Ludzie nie zmienią tak bardzo swojego nastawienia dosieci społecznościowe w ogóle, ilu z nich zastanowi się nad praktyką monopolizacji zasobu cyfrowego przez niektórych gigantów. Monopolizacja ta jest dość zauważalna: Facebook, Twitter, YouTube i w mniejszym stopniu Instagram to najpopularniejsze serwisy, które zapewniają jak największej liczbie osób pełen wachlarz możliwych narzędzi komunikacji. Ustanawiają także cenzurę, z którą użytkownicy muszą się pogodzić. Mam nadzieję, że prędzej czy później ludzie przejdą do bardziej wyspecjalizowanych i mniejszych mediów społecznościowych lub komunikatorów internetowych, gdzie będą mogli tworzyć nanosieci swoich ludzi, swoich bliskich i będzie to nowa wersja internetowego świata życia danej osoby. Bo świat życia z sieci 100–300 połączeń można jeszcze jakoś utrzymać, ale jeśli masz 5 tysięcy znajomych, to oczywiście nie znasz ich wszystkich.
Ale na razie sieci społecznościowe pozostają monopolistami w dziedzinie cyfryzacji pamięci, które uruchomiły narzędzia do zapamiętywania kont swoich użytkowników.I tak okazali się ambasadoramitolerancyjny stosunek do śmierci. Ten sam Facebook dosłownie publicznie donosi, co następuje: „Nie przemilczamy faktu, że nasi użytkownicy umierają. Ale nie wymazujemy ich ze świata tych istniejących na Facebooku. Okazujemy szacunek dla ich pośmiertnej obecności w naszej przestrzeni.” Chociaż jasne jest, że dla Facebooka martwe konta są ważnym zasobem marketingowym, narzędziem usług reklamowych.
Tak więc liczba użytkowników Facebooka obejmuje konta zmarłych.I wygląda to jak apokalipsa zombie:Co więcej, inne osoby często długo czuwają za zmarłym, oznaczając go/ją w swoim żałobnym statusie. Ponadto za pomocą profili zmarłego promuje się niektóre produkty. W rezultacie manipulacja tymi kontami, która może wyglądać na szacunek dla śmierci, jest w rzeczywistości reklamą i ważnym sposobem na zarabianie pieniędzy. W procesie tej manipulacji pojawia się wiele błędów algorytmicznych, gdy sieć zaczyna wyświetlać pogrążonym w żałobie użytkownikom kontekstową, makabryczną reklamę – w ich przypadku całkiem stosowną, ale etycznie niepożądaną. Odbiorcy takiej reklamy są oburzeni, publicznie zwracają się do kierownictwa tego samego Facebooka z okrzykami „Na co sobie pozwalacie?”, ale nie ma wyjścia. Aby rozwiązać ten problem, konieczne jest wyizolowanie algorytmu, co nie zawsze jest rozwiązaniem najwłaściwszym z punktu widzenia projektowania mediów społecznościowych i dostosowania ich „wrażliwości” do problematyki reprezentacji śmierci. Konkluzja jest taka, że sieć okazująca szacunek śmierci może również skrzywdzić żałobników – i nie jest do końca jasne, co można z tym zrobić.
Praktyki pamiątkowe na Facebooku przestały byćwewnętrzna kuchnia firmy w połowie 2010 r., kiedy redakcja Charlie Hebdo opublikowała ogromną reakcję online na atak terrorystyczny (mob flash Jemo Charlie).Potem wiele ataków terrorystycznych i innych maskatastrofalnym wydarzeniom towarzyszyła żałoba internetowa, która niemal zawsze stanowiła swego rodzaju refleksję, kontynuację lub zastąpienie żałoby państwowej, ogólnokrajowej. Obok żałoby offline pojawiła się żałoba online, realizowana ponad granicami państw i różnicami językowymi, ale powiązana z bańkami filtrującymi. Dzięki temu, że grupy zmieniały swoje awatary i ustawiały statusy żałobne, prawie zawsze można zrozumieć, kto jest w jakiej „bańce”, dla kogo ta czy inna tragedia jest znacząca i kto z różnych powodów nie utożsamia się z tym smutkiem.
Je Suis Charlie z fr. „Jestem Charly”– hasło, które stało się symbolem potępienia ataku terrorystycznego na redakcję francuskiego magazynu satyrycznego Charlie Hebdo, w wyniku którego zginęło 12 członków redakcji.
Jednocześnie, równolegle z rozwojem pozycji „I Grieve with the World”, pojawiła się nieakceptacja całości żalu online.Kiedy ogłaszamy żałobę narodową,Być może osobiście nie opłakujemy ani nie okazujemy empatii, ale znaleźliśmy się w ograniczonej przestrzeni informacyjnej, która na przykład uniemożliwia publikację treści rozrywkowych. Zgadzamy się z tym, więc nie musimy aktywnie angażować się w żałobę, ale powinniśmy okazywać zbiorowy szacunek dla żałoby innych.
Ale teraz nie ma żałoby państwowejwpływa na to, że jeszcze tego samego dnia można pobrać „BoJack Horseman” i obejrzeć go. W środowisku internetowym żałobie towarzyszy efekt zarażenia: wszędzie pojawiają się zmieniające się awatary, czarne tła i żałobne, formalne przemówienia. Jednocześnie obowiązkowy charakter tych wyrazów żalu jest opcjonalny. Powstaje konflikt. Wygląda na to, że możesz nie opłakiwać innych i istnieć w swoim polu online zgodnie ze swoimi nawykami komunikacyjnymi. Istnieje jednak presja ze strony autorytetu moralnego innych ludzi, którzy wierzą, że skoro wydarzyło się ogromne nieszczęście, dlaczego nie opłakujesz go razem z innymi? Konflikt ten jest szczególnie zauważalny, jeśli użytkownik znajdzie się w bańce filtrującej, w której pewnego rodzaju żałoba w Internecie jest normą.

Oksana Moroz
W końcu prawie wszyscy, którzy odważyli się staćjakaś publiczna pozycja na temat spontanicznego smutku i głosu online, coś, więc będą winni. Na przykład, że osoba odmawia publicznego zasmucenia. Czy to źle? Oczywiście pojawienie się tych roszczeń zależy w dużej mierze od społeczności i tego samego algorytmicznie zebranych bąbelków filtrów. Ale jeśli zbiorowa samoidentyfikacja poprzez konkretne działania (w szczególności spontaniczne upamiętnienie), zbiorowa empatia jest ważna dla społeczności, to twierdzenia można wyrazić dość wyraźnie. I ta kwestia jest również badana w rozmowie o śmierci cyfrowej, ponieważ przywoływanie masowych katastrof i tragedii jest częścią dyskursu o śmierci.