Badacz wykorzystał publicznie dostępne dane opublikowane przez zespół Kosmicznego Teleskopu Jamesa
Oficjalna grupa NASA i ESA zajmująca sięprzetwarzając i tworząc pełnokolorowe obrazy uzyskane za pomocą Teleskopu Jamesa Webba, publikuje jedynie niewielką liczbę kolorowych fotografii. Ale teleskop pracuje nieprzerwanie.
Galaktyka NGC 1365. Zdjęcie: Spaceguy44, Reddit
W przeciwieństwie do konwencjonalnego aparatu, urządzenia„James Webb” przechwytuje promieniowanie niewidoczne dla oka, głównie w zakresie podczerwieni. Obserwacje te są również rejestrowane i publikowane w formacie FITS (Flexible Image Transport System), który służy do przechowywania i przesyłania obserwacji astronomicznych.
Aby przywrócić im kolory, które widząludzkie oko, wymagane przetwarzanie. Autor nowych zdjęć pisze, że nie wymaga to specjalnej wiedzy: wystarczy znajomość języka programowania Python i opanowanie specjalnych edytorów zdjęć. Według doktoranta zajęło mu to tylko miesiąc.
Jako pierwszy obraz badacz wybrałgalaktyka NGC 1365. Jest to duża galaktyka spiralna z poprzeczką, która znajduje się w odległości 56 milionów lat świetlnych od Ziemi. Jest to idealny model do badania formowania się gwiazd, ponieważ w swoim centrum ma supermasywną czarną dziurę. Dodatkowo jest odwrócona „twarzą Ziemi”, co pozwala na obserwację spiralnej struktury we wszystkich szczegółach.
Obszar Wielkiego Obłoku Magellana. Zdjęcie: Spaceguy44, Reddit
Drugi obiekt to fragment Wielkiego Obłoku Magellana, najbliższej nam galaktyki. Niesamowita rozdzielczość Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba pozwala nam zobaczyć wiele pojedynczych gwiazd.
Astronomowie nazywają to "niewłaściwą" galaktyką,co oznacza, że nie ma określonego kształtu. Jednak nadal zawiera poskręcane pozostałości konstrukcji, które niegdyś były ramionami spiralnymi i centralnym mostem. Prawdopodobnie w przeszłości zderzenie z innym obiektem zmieniło kształt galaktyki.
Czytaj więcej:
Rekordowy koronalny wyrzut masy w Betelgeuse jest 400 miliardów razy większy niż Słońce
Megalodon zjadał jednorazowo zwierzę wielkości orki
Everest znalazł ślady DNA, których nie powinno tam być